9 listopada 2016

Zmiana właściciela sklepu - pożegnanie i powitanie

Drodzy znajomi i klienci Sklepu,
jak pewnie zauważyliście w ciągu ostatnich kilku miesięcy nie pojawiały się nowe wpisy na blogu a działalność sklepu była zawieszona.
Dojrzewała we mnie już od dłuższego czasu myśl o przekazaniu sklepu komuś, kto będzie miał możliwość prowadzić go z pasją i zaangażowaniem jakie są do tego niezbędne. Nie była to decyzja łatwa ponieważ i blog i sklep ma dla mnie dużą wartość sentymentalną ale wierzę, że ten fragment mojego życia  przekazałam naprawdę niesamowitej i pełnej zapału dziewczynie, również Ani :)

Dla mnie nadeszła pora żeby pójść dalej, chociaż nie rezygnuje z decoupage to obecnie będę się tym zajmowała tylko hobbystycznie i na początku będę wspierała Anię w prowadzeniu sklepu od strony technologicznej.

Dziękuję Wam za ten wspólnie spędzony czas, jeśli ktoś z Was będzie miał ochotę dowiedzieć się co u mnie słychać zapraszam serdecznie do kontaktu anna.jagoda@gmail.com.
Zapraszam również na mojego drugiego bloga http://wytumacieskansen.blogspot.com na którym opisuję moje życie na wsi, piszę o starym domu, który mam nadzieję, wkrótce będzie moim nowym domem, pewnie decoupage też się na nim pojawi :)

Ściskam Was serdecznie - przyjmijcie Anię z otwartymi ramionami i sercem. Ja sama cieszę sie, ze Decoupage Garden trafił właśnie do niej :) Myślę, że to najlepszy wybór dla Was, Klientów :)

Ania Jagoda
Read More

28 grudnia 2015

Pordzewiałe bombki

 
Ciągnie mnie do staroci, do rzeczy podniszczonych, przetartych, pordzewiałych. Stoję przed taką np. starą ramą okienną z pordzewiałymi kratami i zachwycam się jaka piękna i jak cudnie wyglądać na niej będą donice z pelargoniami. A mój wujek, który stoi obok mnie patrzy i mówi "no tak, Ty lubisz takie śmieci".
I rzeczywiście lubię! Przyroda, siły które działają: śnieg, wiatr, deszcz, palące słońce, codzienne szuranie i przesuwanie są najpiękniejszymi malarzami. Ile ja czasu chorowałam na...obdrapany taboret!
Chciałam nawet pertraktować z malarzami, którzy w bloku malowali parking i taki właśnie zachlapany taboret mieli w swoim zestawie. Na szczęście swój wymarzony taboret znalazłam w naszym Skansenie pod starymi materacami. Wyszorowałam go dokładnie i teraz stoi w salonie jako podręczny stoliczek na kawę. Starutki, przynajmniej kilkanaście razy malowany różnymi kolorami farb, spod których wydobywa się sfatygowane drewno. Dla mnie cudo!
 
Jak tylko zobaczyłam, że w decu pojawiły się preparaty do rdzewienia i patynowania oczywiście od razu musiałam je mieć. Od zakupu jednak minęło trochę czasu zanim mogłam je wypróbować - ostatecznie zrobiłam pordzewiałe bombki choinkowe :)
 
Bombki są szklane i powiem Wam, że chociaż są bardziej ryzykowne i kilka razy wykonywałam akrobatyczne figury kiedy spadły mi z patyczka szaszłykowego i nieuchronnie szybowały w dół, prosto na podłogę...to jednak udało się złapać i z bijącym sercem ocalić to jest jednak w szklanych bombkach jakaś dodatkowa magia.
 
Na pierwszy ogień poszły cztery sztuki bombek. Na początek pokryłam je primerem do złoceń w kolorze czarnym, później na to poszły płatki srebrnej folii, później pokryte zostały bitumem w płynie. No i szablon - niestety na okrągłej powierzchni trochę się namordowałam zwłaszcza, że pracowałam na końcówce kleju tymczasowego więc niektóre Fleur de Lys są jakby lekko nierówne ale nic to :)
Na takie bombki poszedł Efekt Rdzy Stamperii, na to patyny Pentartu - celowałam w kolor zielono-błękitny, ostatecznie reakcja wyszła mi z patyną zieloną. Ale w sumie wyszło jeszcze fajniej bo zielona patyna na tle zielonych gąłęzi świerku prezentuje się bardzo fajnie.
 
Jeśli jeszcze nie próbowaliście tych preparatów zdecydowanie Was zachęcam. Już dawno nie miałam w sobie takiego oczekiwania - czy pordzewieje, jak pordzewieje...kręciłam się przy tych bombkach i kręciłam aż w końcu krzyknęłam: RDZEWIEJE!
Chyba rzeczywiście jest w nas, rękodzielniczkach, coś przewrotnego, w końcu kto "normalny" by się cieszył, że coś mu rdzewieje :)






Preparaty jakie wykorzystałam:


http://decoupage-garden.com/index.php?route=product/product&product_id=2519
Dwuskładnikowy zestaw to tworzenia efektu rdzy, firmy Stamperia.
Pojemność: 2x80ml
W skład zestawu wchodzi proszek żelazny (komponent A) i reagent (komponent B).
Sposób użycia: Proszkiem (komponent A) posypać powierznię uprzednio pokrytą pastą strukturalną Stamperii lub klejem do Mix Mediów. Nanieść kilka kropel reagentu B, im więcej tym efekt rdzy będzie bardziej wyrazisty.
Czas reakcji: 24h
Jeśli zobaczymy, że efekt rdzy jest dla nas za słaby możemy dodatkowo nanieść większą ilość reagentu B już w trakcie schnięcia pracy.

http://decoupage-garden.com/index.php?route=product/product&product_id=2516
Proszek dający efekt patyny na miedzi - do stosowania razem z odczynnikami
Waga: 20gram
Sposób użycia:
Proszek sypiemy na pastę strukturalną lub klej do mixmediów a następnie kropimy odczynnikami do patyny (w trzech kolorach, które można mieszać ze sobą) do uzyskania zadowalającego efektu.

http://decoupage-garden.com/index.php?route=product/product&product_id=2518
Zestaw odczynników do efektu patyny
Pojemność: 3x 20ml
Sposób użycia:
Ozdabianą powierzchnię posypujemy proszkiem Patina Effect uprzednio pokrywając pastą strukturalną lub klejem samoprzylepnym Pentart lub klejem do Mix Mediów, proszek lekko dociskamy pędzlem. Na tak przygotowaną powierzchnię kropimy odczynnikami, możemy je mieszać ze sobą.
W zestawie znajdują się 3 kolory odczynników - jasny niebieski, niebiesko-zielony, zielony.
Read More

14 grudnia 2015

I taką wielką żałobą...


Kiedy odrobinę ponad rok temu umierała moja Mama nie wiedziałam co dalej będzie. Oczywiście wiedziałam, że dzień za dniem będzie mijał, że będzie lato i truskawki, że przyjdzie Wielkanoc i pieczenie mazurków, że będzie rocznica Jej śmierci w listopadzie. 
W miesiącu w którym się urodziłam będę obchodziła również rocznicę śmierci mojej Mamy...
Nie wiedziałam jednak jak poskładać codzienność w całość, bo to że są poszczególne jej elementy było mi wiadome. Znienacka codzienne zrobienie kawy rozdzieliło się od poranka, wirowało we wszechświecie czynności na to-do liście. Rzeczywistość zaczęła przypominać zdjęcia z Instagrama - jeden i drugi moment uchwycone, przeżyte, przemyślane a pomiędzy nimi wielkie nie wiadomo co. 
Przygotowałam się na to co będzie mi wiadome i wielkie - na pierwsze Święta bez Niej, na moje urodziny bez Niej, na 11 listopada - dzień w którym trafiła na OIOM i już się nie obudziła, na Wielkanoc bez niej, na Wszystkich Świętych spędzone przy Jej grobie. Ogrodziłam się pancerzem - zmęczenia, zapracowania na śmierć, pozamykałam się w środku tak żeby nawet jedna łza, która spływa nie rozbroiła pancerza. 
Ale nie przygotowałam się na to co było pomiędzy. 
Kiedy tuż po Jej śmierci słyszałam słowa pocieszenia często padało "martwię się o Ciebie, co będzie w Święta?" a ja wiedziałam co będzie w Święta - będzie dobrze bo już po Jej śmierci zaczęłam się do każdego z tych Świat przygotowywać.
 Wiedziałam, że w Wigilię będę na nogach od 5 rano, upiekę 8 makowców, dwa ciasta drożdżowe, krajankę dla Babci, 3 serniki, ciasto z pianką i kruszonką, biszkopty, przynajmniej 4 jabłeczniki, piernik, murzynka i babkę z żurawiną. Wiedziałam, że o godz. 16:00 już ledwo będę stać na nogach, ze zjemy kolację a ja o 18:00 pójdę spać. Że zmęczę się tak, że nawet płakać nie będę miała siły. 
Ale jak przygotować się do dnia, który nie wróży niczego złego a w którym dopada mnie tęsknota, której nie można opisać?
Albo do weekendu, w którym budzę się zapłakana i stać mnie tylko na to żeby za chwilę znów zasnąć z płaczu? 
Najtrudniejsze nie są święta, najtrudniejszy jest dzień za dniem. Bo po śmierci Mamy dzień po dniu zdobywam Mt. Everest. I każdego dnia zaczynam od początku. 

Czy pamiętam pogrzeb? Tak jakby pamiętam. Dostałam potrójną dawkę środków uspokajających kiedy upadłam na podłogę stojąc przez Jej trumną. Więc pamiętam że tam byłam. Pamiętam na pewno dużo więcej. Ale teraz - rok po tym wydarzeniu ani trochę nie jestem bardziej gotowa żeby więcej sobie przypomnieć. 

Co się wtedy dzieje...najpierw jest takie coś w którym niczego nie widać. I jeśli Pismo Święte pisze że na początku była ciemność to teraz rozumiem to dużo bardziej. Trudno jest nawet oddychać, trudno ogarnąć pranie, prasowanie, zakupy urastają do rangi całek, odpadam na pierwszym produkcie. Fakt jest taki, że umysł mi nie funkcjonuje.  Odpadają dylematy co na siebie założyć - każda bluzka wygląda tak samo i zakładanie jej tak samo nie ma sensu. 
Nie wiadomo jak funkcjonować wśród ludzi, tak jakby cały alfabet społecznych interakcji przestał istnieć - prawda jest taka, że po prostu nikt Cię nie obchodzi, żadna ze spraw nie jest w stanie Cię zainteresować. Jedyne czego chcesz to zamknąć się i patrzeć przed siebie. Najlepiej pójść spać, na jak najdłużej, może do końca życia...

Ludzie widzą, że nie można do Ciebie dotrzeć, że po prostu jest Ci wszystko jedno. Boją się zacząć rozmawiać. Mówią Ci "cześć" a w ich oczach widzisz to przerażenie, które krzyczy "O Boże, Jej umarła Mama" - współczucie miesza się z dyskomfortem psychicznym przebywania z taką osobą. Nie byłam po drugiej stronie ale myślę, że trudno pracuje się z osobą, która nic nie mówi i nigdy się nie śmieje. Siedzi po prostu przed monitorem i płacze. 
A w środku chcę krzyczeć całą piersią, że tak! Ona mi umarła i nie rozumiem dlaczego tak się musiało stać! I co mnie obchodzi to, że ktoś uzyskać ode mnie jakąś zawodową informację!

Na pewno zbyt szybko wróciłam do pracy - nie dałam sobie czasu. Bałam się go, bałam się powolnych godzina sama ze soba, ze wspomnieniami. Prawdę mówiąc bałam się, że zwariuję na dobre. 
Ale praca wcale nie okazała się błogosławieństwem, okazała się dodatkowym cierpieniem. Być może wiedziałam, że tak będzie. Być może to największe cierpienie jakie mnie w życiu spotkało chciałam tym przykryć a może chciałam sobie jeszcze dołożyć, tak żeby zniszczyło mnie to zupełnie. Żeby już nic nie zostało, tylko przestrzeń i bezmyślność. 

Życie mnie męczy, trudne są rozmowy z ludźmi. Bo ktoś zapyta "Co u Ciebie" a ja nie wiem co mam odpowiedzieć. Czy spacja czyli pustka jest odpowiedzią? Więc odsuwam się od wszystkich bo jestem zmęczona i chcę spać. 
Doświadczam paradoksu czasu - dzień mija minuta po minucie, każda z nich wypełniona jest wiszącą łzą a jednocześnie minął już miesiąc kiedy ostatni raz do kogoś napisałam. 
Minęły 3 miesiąca kiedy ostatni raz trzymałam pędzel w rękach. 
Ludzi męczy moja kapryśność i ja to rozumiem. Życie z kimś od kogo się odbijasz jak piłeczka od ściany jest męczące. 
A ja wiem, że tak musi być i nikogo nie winię. Wiem, że jedyną osobę, która by to zniosła pochowałam w listopadzie. 
Po pół roku orientuje się, że nie mam do kogo zadzwonić i porozmawiać. Żałuję tych relacji, znajomości ale wiem jedno - nie odważę się bo jestem zbyt nieprzewidywalna, bo nie ufam samej sobie. Bo teraz tylko przed samą sobą nie muszę udawać. I te 8h dziennie kiedy wtaczam się do pracy kosztuje mnie tyle, że już nic więcej nie mam. Później chcę tylko milczeć, płakać leżąc bez sił na podłodze. Zatrzymać się na poboczu bo łzy mi lecą i nie widzę drogi i przed chwilą zjechałam na przeciwny pas i prawie spowodowałam wypadek i czuję strach i zawód, że jednak zareagowałam i oto żyję.
I nie wiem czy to nie jest tym co przeraża mnie najbardziej. Prawda jest taka, że orientuje się, że ja po prostu już nie chcę żyć. 

Pościel w której spała kiedy zabierało ją pogotowie wkładam do pralki po 7 miesiącach. Wyjmuję, krochmalę, prasuję i układam w komodzie. Czasami przytulam do niej twarz. 
Wczesną jesienią zaczynam układać Jej ubrania. Dostaję ataku paniki i nie mogę oddychać. Patrzę z przerażeniem, łzy mi lecą wbrew własnej woli i po prostu nie mogę złapać oddechu. Kręci mi się w głowie. Nie wiem co się dzieje. 
Na strych trafia kilka pudeł. 
Reszta ubrań leży na stole w pokoju, wtulam się w nie i proszę tylko o spokój. Przychodzi ale wcale nie jest to święty spokój. Nie wiedziałam, że w spokoju może szaleć huragan. Rozrywa mi duszę na kawałki. Nie mam już siły składać się od nowa. 

Odsuwam się od malowania. Za dużo mam wtedy pustki w głowie. Wyciągam pudełko z bombkami i widzę bombki, które jeszcze Mama mi gruntowała. Więc chowam je z powrotem. 
Biorę się za pudełeczko - może coś zmaluję. Ale w tym wyciszeniu, które tak zawsze ceniłam czai się pułapka - myśli napływają tamą. Wiem, że nie przeżyję tego. 
Chowam pudełko z powrotem. 
Znikam z bloga bo to w końcu blog o decoupage - nie mam o czym pisać. 

Miewam zrywy, kiedy wydaje mi się, że dam radę! Że może minęło najgorsze, kiedy próbuję czegoś nowego, podejmuję nowe inicjatywy, rzucam się w wir nowych spraw, napiętych terminarzy. Wytrzymuję tak góra tydzień. Nie da się oszukać samej sobie. Przyczajony smutek, ukryty smok prędzej czy później zawsze wyjdzie i pożre mnie w całości. 
Więc lepiej się wycofać, zniknąć z widoku. Bo nie wiem jak się wytłumaczyć, jak połączyć te dwie osoby w jedno. 
Słowa "po prostu mi smutno bo umarła mi Mama" nie oddają tego co się dzieje. Ja większego wytłumaczenia nie potrzebuję, dla mnie to jest początek i koniec. Ale dlatego, że ja ciągle żyję w tym czasie. Zapętliłam się w tym tygodniu Jej śmierci. 
A dla Was życie idzie dalej. 
I dlatego uciekam jak najdalej do swojej strefy komfortu bo nasz czas jest w innym wymiarze. 
Lepiej zniknąć niż znów czuć wstyd, że nie dało się z czymś rady, nie wywiązało się z jakiejś obietnicy. Bo nie mogę poradzić nic na to, że wpadam w dziurę czasu i budzę się dwa miesiące po ostatnim przytomnym kontakcie z rzeczywistością. 

Czuję dyskomfort tragedii mniejszej rangi. Nie do końca jestem zrozumiana, przesadzam z tym żalem. Przecież to naturalna kolej rzeczy - tragedia oczywiście, tego mi nikt nie odmówi, ale przecież rodzice umierają. Tak już jest. Nie ja pierwsza i nie ostatnia! I tak żyła długo. Przecież bym nie chciała żeby cierpiała! A poza tym nie straciłam dziecka ani męża tylko Mamę - z tym każdy się liczy. Dorośli ludzie wiedzą, że tak bywa. 
To wszystko prawda na poziomie obiektywnie słownikowym. Tylko że moje życie tam się nie toczy. 
Więc swój smutek chowam jeszcze głębiej siebie. Zaczynam się nawet śmiać - czasami zupełnie szczerze. Zaczynam rozmawiać. Ucinam temat Mamy. A czasami nawet jestem w stanie o niej opowiedzieć. A kiedy ktoś opowiada jak to ze świąt od Mamy przywiózł bigos to ja się uśmiecham i pękającą kulę płaczu zabieram kulturalnie do łazienki i wsadzam głowę pod kran lejącej się wody. Tak się trudniej płacze. 
Socjalizuję się ja ale mój smutek nie chce tego zrobić. 

Po roku umiem żyć tak, że niewiele we mnie widać. Nawet zakładam kolorowe ubrania. Podchodzę i umiem zacząć nic nie znaczącą rozmowę o pogodzie. Śmieję się i nawet jestem ironiczna. Nawet chodzę na zakupy. 
Po 18 otwieram drzwi mieszkania, zmywam twarz i wreszcie zostaję prawdziwa ja i ciemność. 
Mój smutek czeka na mnie aż wrócę. 
Po roku zaprzeczenia i udawania, że rozumiem i akceptuję krzyczę Bogu z głębi rozpaczy, że jestem zła tak bardzo, że mi brakuje oddechu. Że wcale nie akceptuję. Że mam nadzieje, że kiedyś mi to wyjaśni bo póki co to jest dla mnie bez sensu. 
Po roku przyznaję sama przed sobą:
"(...) człowiek pociesza się, że jutro będzie inaczej, W poczuciu zmienności tkwi zawsze nadzieja lepszego. Poczucie to broni człowieka przed beznadziejnością nawet w tych sytuacjach, które, obiektywnie biorąc, są beznadzieje. Tylko nad światem depresji napis jest identyczny jak ten, który Dante postawił nad bramami piekła: "Porzućcie wszelkie nadzieje". W depresji nie ma już przyszłości, panuje w niej wieczność ciemnej teraźniejszości i równie ciemnej przyszłości"
Antoni Kępiński

Po roku definiuję to co trzeba - dzień po dniu żyję z depresją i rozpaczliwie potrzebuję pomocy. 

Po roku nadal jestem jak krucha wydmuszka. Niepewna każdej minuty. 
Po roku już wiem, że ciągle nie wiem jak przeżyję resztę życia żeby nie zwariować. Wiem, że klęczę i wypłakuję swoją żałobę.


Dlaczego  powstał ten tekst?
Weszłam dzisiaj na bloga z ciekawości - pewna, że nikt tutaj nie zagląda. Zobaczyłam, że mimo że ostatni post był napisany 9 miesięcy temu dzisiaj weszło Was tutaj 100 osób. 
Poznałam Was i otworzyłam się przed Wami w innym świecie. Kiedy byłam kimś kto jeszcze nie wie czym jest doświadczenie śmierci najbliższych. Dzięki temu miejscu poznałam wyjątkowe osoby, które nie raz stanowiły promyki słońca w ciemnościach. 
Nie wiem czy ktoś z Was zastanawiał się co u mnie ale pomyślałam, że powinnam napisać. Że tak należy. Że nawet jeśli ten tekst miałby być do czegoś przydatny jednej osobie za 10 lat to warto. 

Wróciłam ostatnio do decoupage. Bardzo powoli. Nadal nie wiem co będzie dalej. Ale nie chciałam wracać z pracami bez choćby próby wyjaśnienia, opisania. Nie chciałam po 9 msc wrzucić pudełeczka i udawać, że przez ten czas nic się nie działo. 

Co u mnie?
Chciałabym żeby ten blog pozostał blogiem przede wszystkim poświęconym decoupage. 
Ale dużo we mnie słów, przypomniałam sobie, że zawsze lubiłam pisać. Dawno tego nie robiłam. Pewnie warsztat mam kiepski i nawet nie wiem czy da się to czytać bez bólu zębów ale jeśli słowa nie zaczną ze mnie płynąć to nigdy nie przemyślę tego co się stało. 
W ostatnim miejscu z jakim byłam z Mamą, na kilka dni przed Jej śmiercią znalazłam swoje miejsce na Ziemi. 
Właśnie tam czuję, że nie odeszła na zawsze. Że jest przed nami wyczekane, umiłowane spotkanie. To tam z wiatrem przychodzi jej przytulenie. Mogę oprzeć głowę o ramię bzu i poczuć jej obecność. 
Jeśli macie ochotę poczytać o tym miejscu, trochę o tym co u mnie i o tym jak próbujemy ratować ruinę domu zapraszam Was na bloga

wytumacieskansen.blogspot.com


Mam nadzieję bywać tutaj i mam nadzieję, że i Wy z chęcią będziecie tu nadal zaglądać. 
Mama lubiła te moje decoupage. 
Może i ona tu zagląda...

Ania

Read More

23 marca 2015

Dni Kreatywności w Decoupage Garden



Drodzy
W Sklepie zmiany, które planowaliśmy od dłuższego czasu. Rozpoczynamy cykliczną akcję Dni Kreatywności - w każdym miesiącu jeden tydzień przeznaczamy na wyjątkowe przeceny i obniżki cen.
Naszą motywacją jest aby zachęcać Was do odkrywania nowych preparatów, próbowania swoich sił w technikach do tej pory nieznanych.

Dni Kreatywności już trwają od dzisiaj do piątku 27 marca!
Ale to jeszcze nie wszystko Emotikon smile
Przysyłajcie do nas zdjęcia swoich prac wykonane z dowolnych produktów zakupionych w Sklepie a raz w miesiącu wybierzemy osobę, która zostanie naszym Mistrzem Miesiąca.
 Wszystkie nadesłane prace opublikujemy na sklepowym Pinterest i Facebooku a Mistrz Miesiąca otrzyma od nas bon na zakupy w Sklepie oraz wybraną pracę opublikujemy na blogu.
Mistrz Miesiąca wybierze również 5 produktów, które będą przecenione w ramach następnych Dni Kreatywności.
Na zdjęcia Waszych prac czekamy do 16 kwietnia pod adresem
sklep@decoupage-garden.com

Na początek Dni Kreatywności przeceniamy o 10% szablony Stamperii oraz nowość w Sklepie - absolutnie świetne farby kredowe, woski i lakiery firmy Americana Decor. 











Read More

30 grudnia 2014

[*] Na głos trąby ostatecznej...

Drodzy Przyjaciele, Znajomi i Podczytywacze,

Czuję, że winna Wam jestem chociaż kilka słów...zniknęłam na długo ze świata blogowego, Sklepik prowadził się siłami bliskich mi osób...

Jak być może część z Was wie, czy to z Facebooka czy z newslettera, w listopadzie nagle odeszła od nas moja Mama.
Nie jestem w stanie opisać tego co przeżyłam czuwając przy Niej kiedy nieprzytomna leżała w szpitalu, tych dni które upływały nie wiadomo jak i kiedy, wreszcie tego dnia i pożegnania z Nią. Powiem tylko, że niczego gorszego dla siebie na tym świecie nie przewidywałam.

Niecałe dwa lata temu odszedł od nas mój ukochany Chrzestny, żegnałam się z Nim tutaj pisząc pożegnanie. Teraz nie jestem w stanie tego zrobić. Jakiekolwiek słowa tkwią we mnie nie wiem czy kiedykolwiek się ujawnią. Tak jakbym mogła tylko powiedzieć "ktokolwiek nie przeżył tego..."
Oczywiście wracam do życia gdyż przeżyłam ten koniec świata a świat się nie skończył.

Przepraszam jeśli były wiadomości na które nie odpisałam ale przez dwa miesiące byłam zupełnie gdzie indziej szukając sposobu na życie z tęsknotą, która pierwsza wita mnie tuż po przebudzeniu i ostatnia tuli do snu, razem z nią nucę cicho fragment z Pierwszego Listu św. Pawła Apostoła do Koryntian z Oficjum za Zmarłych:

(..) na głos trąby ostatecznej umarli powstaną w nieskazitelności a my będziemy przemienieni...






Read More

12 kwietnia 2014

Pisanki "He Has Risen"


Oprócz kwiatów Decomanii i spękań w tym roku powstały też pisanki z fragmentami Pisma Świętego w wersji angielskiej. 
Inspiracją były wiktoriańskie obrazki gdzie fragmenty z Pisma lub postać Jezusa otoczona była kwiatami, liliami, kojącymi wodospadami, błekitnymi obłokami. Do tej pory gdzieś w przepastnych czeluściach któregoś z koszyków mam zaczęty haft krzyżykowy właśnie z jednym z takich cytatów umieszczonych w prześlicznym ukwieconym ogrodzie. Wytrwałości starczyło mi na część ogrodu, później zabrakło czasu i kanwę odłożyłam na bok. Zerknęłam na haft ostatnio i biorąc pod uwagę ogrom prac jaki mnie czeka obawiam się, że wrócę do tego dopiero na emeryturze :)

Grafiki drukowałam na domowej roboty papierze ryżowym co jest metodą znacznie szybsza niż transfer a że w tym roku ogólnie poszłam w papiery ryżowe to innego wyjścia nie było :) Jeśli macie u siebie w domu laserówkę to spróbujcie bo sprawa jest banalna :) Biały arkusz ryżowca docięłam pod format kartki A4, przymocowałam za pomocą dwustronnej taśmy klejącej i na tym wydrukowałam :)

Coś wyjątkowego było w robieniu tych pisanek, wyciszającego, uspokajającego. Chyba coś bardzo... Wielkanocnego :) Przypominającego o tym na jakie wydarzenie czekamy, czym są te Święta.

Pozdrawiam Was bardzo mocno z tym oczekiwaniem, niezależnie czy czekamy na wiosnę czy na Zmartwychwstanie, najważniejsze jest jedno - niech już przyjdzie :)









Read More

15 marca 2014

Pisane pisanki cz. 1

Pierwsze pisanki w tym roku powstały jak na mnie wyjątkowo wcześnie. Pewnie trochę dość miałam już i zimy i złych wiadomości i musiałam uciec w kwiaty, słońce i oczekiwanie na coś dobrego. Pisanki nadają się do tego idealnie :) 

Znacie pewnie różne określenia na tworzenie pisanek, były pisanki kraszone, skrobane, oklejane, malowane - i analogicznie jak ikony - pisane. Obecnie najważniejszy aspekt to oczywiście wygląd, uroda pisanki, jednak w dawnej kulturze ludowej miały one znacznie większe znaczenie symboliczne. Nie pamiętam z dzieciństwa pisanek, to już nie te czasy, moja Prababcia zdążyła mi tylko pokazać pająki ze słomy i bibuły, darcie pierza przy ciepłym piecu, ukladanie bukiecików na Matki Boskiej Zielnej i kilka innych. Na pisanki zabrakło czasu. 

Dawniej pisanki zaczynano malować w czwartek lub piątek w Wielkim Tygodniu i ofiarowano je najbliższym, najczęściej swoim chrześniakom. Jaja malowane później - również w tygodniu po Wielkanocy ofiarowywano swoim pozostałym bliskim. Najczęstsze wzory jakie się pojawiały to wzory geometryczne oraz wzory roślinne. 
Obecnie zaczynamy o nich myśleć jak tylko pakujemy bombki choinkowe, zamykamy pudełeczka ze sztucznym śniegiem i brokatami :) Troszkę się pozmieniało ale przynajmniej dla mnie w zdobieniu wydmuszek jest coś radosnego, zapowiedź ciepła, lepszych pór roku, słońca. Nie ozdabiam nigdy nadmiernie dużo ani pisanek ani bombek ale może przez nadzieję, która mi towarzyszy przy klejeniu wydmuszek darzę je szczególnym sentymentem i w tym roku troszkę się zapędziłam :)

Na początek sięgnęłam po kwiaty, porwałam przepiękny papier ryżowy Decomanii. Bardzo ostatnio lubię pracę z papierami ryżowymi, ładnie się formują, pięknie dorywają, nie widać zagnieceń i tak naprawdę mało prac z nimi widzimy. Przynajmniej z tymi klasycznymi papierami np. Decomanii właśnie. W ich kwiatowych papierach jest chyba najwięcej romantyzmu, eteryczności, pięknych gier kolorów, same zobaczcie. Obecnie sporo producentów papierów idzie w style vintage, retro, industrial itd. Decomania również w nowościach wydaje podobne papiery ale ma również przepiękne, starsze kwiatowe kolekcje w których nie sposób się nie zakochać jeśli tylko kocha się kwiaty, pastelowe barwy, delikatne cieniowania.









Jeśli zawsze omijacie papiery ryżowe szerokim łukiem to zapraszam do zatrzymania się bo naprawdę warto przekroczyć furtkę tego kwiatowego ogrodu :) Nie trzeba szczególnych umiejętności ani wprawnej ręki. Zagniotki nie są tak widoczne jak na serwetkach czy papierach klasycznych, oczywiście cena jest większa ale zdecydowanie warto. 

Same zobaczcie:

Warto zawsze brać poprawkę, że papier ryżowy już po przyklejeniu i polakierowaniu zawsze zyska na intensywności barw.

....

Na pisankach oczywiście obowiązkowo muszą znaleźć się spękania dwuskladnikowe, tutaj akurat Sottile Stamperii. Na pisankach kładłam dwie grube warstwy Step 1, drugą warstwę po całkowitym wyschnięciu pierwszej i na te dwie wyschnięte warstwy Step 1 dopiero położyłam Step 2. 

 Znów papier ryżowy Decomanii i transfer :)




Spękania wypełniam pastami MAGIC TOUCH  (klik) . Pasty są bardzo matowe i mają wyraziste kolory - wybór jest sporo bo oprócz typowych kolorów, które znamy z porporin (złoto, srebro, miedź) mają też kolor czarny, czerwony, zielony, granatowy, brązowy, szary itd.
Ponieważ są matowe (z wyjątkiem srebra i złota) dają bardzo wyraziste wypełnienie spękań - mi to akurat odpowiada ale niektórzy wolą delikatniejsze wersje wypełnień. 
Spęki wypełniam pastą zostawiam do wyschnięcia na ok. 10-12h (najczęściej na noc) i później zmywam pod wodą. Pisanki wyżej wypełniałam kolorem VERDIGRIS - bardzo uniwersalny kolor będący przełamaniem brązu i szarości a tę poniżej kolorkiem zielonym o nazwie PATINA.

Papier poniżej to również Decomania, papier ryżowy seria LE MINI DECO (klik).

 Papiery mają format A4 i jak nazwa wskazuje motywy są mini czyli specjalnie dopasowane pod kątem mniejszych przedmiotów tj. wydmuszki czy bombki. 




Pasty wyglądają i pachną jak pasty do butów

Oprócz wypełniania spękań nadają się również do postarzeń, brudzenia krawędzi, można również pokryć nimi krawędzie, następnie pomalować farbą i przetrzeć papierem ściernym - efekt będzie taki jak po przetarciu świeczką a uzyskamy od razu fajny kolor przetarć.
Np. to pudełeczko poniżej było przecierane na pastę Magic Touch, kolor VERDIGRIS:


...

Oczywiście Cath Kidston nie mogło zabraknąć. Tym razem wersji oszczędnej :) Połączyłam ją z serwetką firmy Paw i tak oto powstała pisanka dla minimalistów :)




...

Uwielbiam wszelkie serwetki, papiery i grafiki z namiastką akwarelowych rysunkówięc i niebieską serwetkę z kwiatami musiałam wykorzystać. Drobnych motyw jest sporo więc już odmówiłam sobie kropek :)




Z tej samej firmy do kompletu wersja różowa :)




...
Cath Kidston w pełni czyli popularna serwetka i poklejona po całości, żadnej innowacji nie ma ale do salonu będzie pasowała :)



...

Jak tylko na Pinterest znalazłam grafikę z króliczkiem wiedziałam, że koniecznie musi powstać z nim pisanka :) Biały ogonek jest absolutnie uroczy :) Króliczka nie transferowałam, docięłam biały ryżowiec pod format kartki A4, dokleiłam za pomocą taśmy dwustronnej i wydrukowałam na drukarce laserowej domowy papier ryżowy.




...

I ostatnia w tej partii pisanka różana :) Papier ryżowy Calamboura zgodnie z moją ostatnią miłością, spękania Sottile i znówypełnienie Magic Touch kolor Patina :) 





Read More