12 sierpnia 2009

BIELONA BALIA Z KORONKĄ CZYLI O STYLU, KTÓRY ZDOBYWA MOJE SERCE






Powoli, ale skutecznie przemawia do mnie ten subtelny styl opisywany na kilku blogach. Bielone przedmioty, koronki, subtelne dodatki. Kiedy będę już miała swój dom myślę, że właśnie w takim stylu będą chciała go urządzić. To wokół takich przedmiotów czuję się swojsko i dobrze, jak w domu. Przypomina mi się dzieciństwo, kiedy na małej drewnianej tacy lepiłam swoje pierwsze maślane ciasteczka, w piecu palił się ogień, pachniało ciastem i drewnem. Obok mnie siedziała Babcia i obszywała ściereczki. Obok mojej tacy stał jej pojemnik z przyborami do szycia, pełen nici, guzików, starych koronek i kawałków jej stroju ludowego.
Jednak póki nie mam własnego mieszkania i nie zanosi się nie to muszę nieco ograniczyć ilość przedmiotów jakimi się otaczam. Ostatnia przeprowadzka szczególnie mocno to uwidoczniła :) Dlatego ten pojemniczek nie jest dla mnie :) Dla siebie zrobiłam identyczny, ale znacznie znacznie mniejszy - w sam raz na patyczki higieniczne do łazienki :)
Myślę, że ładniej by wyglądały drewniane guziczki, patynowane na brązowo i może zielono czy niebiesko, ale miałam tylko te :) I mimo wszystko w tej wersji też mi się podoba :)

* Przepiękna lawenda na zdjęciach oraz lniane woreczki wypełnione oczywiście lawendą pochodzą z zakupów na Allegro, u libry_lawendy :)
Read More

2 sierpnia 2009

Szafa w zielonym pokoju






Jedna ściana drewnianego domu mojego wujka do tej pory pozostaje porośnięta bluszczem. Obok niego rośnie jaśmin, który pachnie tak jak tylko jaśmin potrafi. Kilka kroków dalej rozciągają się pola pełne zboża. Bluszcz ma intensywnie zielony kolor, wiatr przynosi rozgrzany zapach zbóż o kolorze jakby wypłowiałym w słońcu. Wiśnie szklanki rosną z boku domu, drzewa obsypane są czerwonymi owocami. Jako mała dziewczynka jadłam je garściami, chodziłam po podwórku z wypchanymi policzkami i uczyłam się strzelać daleko pestkami. Naprzeciwko domu stała stara studnia a tuż przy niej rósł bez. To już na zawsze pozostanie jeden z piękniejszych widoków jakie w sobie noszę. Za studnią, którą kopał jeszcze mój dziadek, rozciągały się zielone pola i stawy od których bił mocny zapach wody, mułu i tataraku. "Tatarskie ziele ma dwa zapachy. Jeżeli się potrze w palcach zieloną jego wstążkę, miejscami przymarszczoną, poczuje się zapach, łagodną woń (...) Ale kiedy się takie pasmo tataraku rozetrze, kiedy się włoży nos w bruzdę, wyłożoną jak gdyby watą, czuje się obok kadzidlanej woni zapach błotnistego iłu, gnijących rybich łusek, po prostu błota".*
Nad te stawy chodziłam z książką, pachniało wtedy wszystko. Zapach łąk mieszał się z mocnym zapachem wody,  kwiatów. Tafla wody połyskiwała w słońcu, równie mocno raził żółty kolor kaczeńców, o których ciocia mi mówiła, że od zbyt długiego patrzenia na nie można stracić wzrok i bardzo się pilnowałam żeby tego nie robić. 
Kiedy żyła Babcia dom był pełen jej intensywnej a jednocześnie spokojnej obecności. Siedziała przy piecu zaplatając swoje długie włosy w warkocz, grała ze mną w karty pozwalając wygrywać. Dom skrzypiał, meble stękały od nadmiernego wysiłku. W jednej z izb wisiały długie sznurki na pranie, stała tam też skrzynia mojej babci z jej strojem ludowym, który miała na sobie w dniu swojego ślubu. Był też jeden pokój, od kiedy pamiętam zawsze pomalowany na jasno zielony kolor z białymi wzorkami robionymi wałkiem. Panował tam zawsze chłód i trzymano tam dziwne rzeczy. Na ścianach wisiały portrety brata mojego Dziadka, który zginął na II Wojnie Światowej i do tej pory odwiedzamy jego grób 1 listopada. Zawsze zanim przyjedziemy wojsko przywozi tam  wieniec z biało-czerwoną kokardą. Wisiał też inny obraz, który zawsze mnie fascynował, kobieta w długiej ciemnej sukni stała na progu domu z wyciągniętymi rękoma. Na twarzy miała wyraz wielkiej ulgi i radości. Pod dom podjeżdżał na koniu żołnierz, wracał do niej, pewnie po długim czasie nieobecności i niepewności Obraz ten wisiał tuż obok portretu brata mojego Dziadka, nieco przekornie, bo on nigdy nie wrócił do nas. Moja Ciocia hodowała w tym pokoju paprotki, które mnie nieco przerażały ponieważ dopiero na lekcji biologii dowiedziałam się czym są te brązowe kropki na spodzie liści. Przy jednej ze ścian stała wielka szafa. Wisiały w niej ubrania i wieszaki. Puste, stare wieszaki, zniszczone, ale jednocześnie prawdziwe. Mające swoje historie. Teraz już wolne ponieważ nie było już ludzi, którzy wieszali na nich swoje ubrania. Wisiały w rządku czekając spokojnie i na swój koniec. Fascynowała mnie zawartość tej szafy. Obok ubrań i pustych ubrań Ciocia trzymała tam również zdjęcia, już pożółkłe, z ludźmi zatrzymanymi w czasie o których już coraz mniej można było powiedzieć i coraz słabiej się pamiętało. 

Ostatnie zamówienie na specjalną okazję było zamówieniem na dziewięć sztuk wieszaków. Kiedy je robiłam wróciło do mnie mocno wspomnienie szafy i samotnych wieszaków, którym pozwolono trwać i być jedynymi świadkami obecności tych ludzi, których już wśród nas nie ma.

Lubię stwarzać dawne, romantyczne wieszaki, postarzać je, patynować, cieniować, nadawać pęknięcia. Szczególnie kocham ozdabiać je różami. Bo to właśnie róże moja Babcia malowała na zielonych ścianach pokoju. Tworzyć je sentymentalnie i spokojnie. Ożywiać stary świat dzięki nim, na chwilę wrócić do dnia w którym jadłam papierówki i razem z Babcią przeglądałam zawartość szafy i bawiąc się starymi wieszakami  słuchałam jej opowieści o tym co było.

*Iwaszkiewicz J., Tatarak i inne opowiadania, Warszawa 2008.
Read More