14 lipca 2010

Jeżynowy klucznik

Dom mojego dzieciństwa zawsze pozostawał otwarty i zawsze ktoś w nim przebywał. Odkąd pamiętam nigdy nie wracałam ze szkoły do pustego domu. Zawsze czekała na mnie Babcia z Dziadkiem, ciepła zupa na stole pachnąca koperkiem z ogródka. Nigdy nie nosiłam przy sobie klucza do domu. Nigdy nie uczono mnie zamykania, separowania się od świata. W moim domu dzieciństwa życie nigdy nie toczyło się z dala od innych. Sąsiadka przynosiła nam śliwki w wiklinowym koszyku, ja biegałam do niej z wiaderkami pełnymi gruszek. Nigdy mi ten brak anonimowości nie przeszkadzał. 
Klucz do mojego domu jest tylko jeden, zupełnie stary, w niczym nie przypomina nowoczesnych kluczy do bezpiecznych zamków Gerdy. Wytarty, zniszczony, zamek skrzypi z wysiłku kiedy przekręca się w nim klucz. 
Świat mojego dzieciństwa był światem otwartym i przejrzystym. Im starsza byłam tym więcej odcieni się pojawiało w moim życiu i więcej kluczy. Mam z nimi problem. Klucze do mieszkania, które musi być zamknięte, klucze do samochodu, kluczyk do skrzynki pocztowej, klucz do pracy... nie pamiętam o nich. Mylą mi się, gubią się... Najwyraźniej nie umiem się obchodzić z życiem zamkniętym na zamki.  Boję się tej ostateczności, że tak łatwo zamknąć i zgubić, zamknąć i zapomnieć. O rzeczy, o człowieku...

Pomysł na klucznik chodził za mną od dawna. Wdychałam piękny zapach surowego drewna i myślałam o tym, że może czas oswoić tę przestrzeń raz otwartą, raz zamkniętą. Klucznik to taki miły przedmiot - domek dla kluczy do naszych skarbów. Niech im też będzie dobrze w życiu :)

Oczywiście wykorzystałam swój ukochany jeżynowy wzór - pocieniowałam, pokropkowałam, pobieliłam, przetarłam. Patrzę na niego z sympatią :)


5 komentarzy

  1. Piękny :)
    Pamiętam, że dom mojej babci zawsze był otwarty. Nie używała kluczy, zamykała drzwi dopiero na noc. Później, pod koniec jej życia było trochę inaczej, bo czasem bywała na obiadach u córki czy syna, przychodziła do nas na święta, więc zamykała dom. Ale, co ciekawe, miała schowek na ten klucz, na takiej żelaznej podpórce podtrzymującej daszek nad schodami. Na palcach mogłabym zliczyć przypadki, kiedy miała go ze sobą, wychodząc :).
    No i uruchomiłaś we mnie wspomnienia - robiła najlepszy miodownik na świecie, cudowne ciasta drożdżowe, zawsze można było wejść do kuchni po pajdę chleba z masłem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo piekne!
    Artystyczne i stylowe!

    OdpowiedzUsuń
  3. Please visit my blog
    http://v-interiordecor.blogspot.com/2010/07/blog-post_17.html
    Take your awards

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystko co tworzysz jest piękne,jestem częstym gościem na twoim blogu.Nie mam jeszcze bloga i jestem na początku mojej przygody z decu,pozdrawiam serdecznie Anna z pomorskiego

    OdpowiedzUsuń