12 sierpnia 2010

Czas nie goni nas

Pierwsze wspomnienie miasta to przepływ czasu. Namacalne doświadczenie każdej mijającej minuty realizujące się w oczekiwaniu na zmianę świateł.
Drugie wspomnienie to niepokój, szybkość rozmów, zniecierpliwienie na chwile zatrzymania spowodowane jadącymi samochodami, które nie pozwalają przejść na drugą stronę ulicy.
Po 10 latach mieszkania w dużych miastach przyzwyczajam się do tego, rozumiem tłum i szybkość. Po prostu nadal nie lubię biec w tempie, które narzucają ulice Warszawy. Nie biegnę gdy widzę zielone światło, aby tylko zdążyć, przebiec jak najszybciej do celu. Czasami wręcz spowalniam, spokojnie czekam na ulicy aż czas kolisty wypełni się w mikrokosmosie danej chwili i znów będzie można ruszyć dalej. Lubię chodzić ulicami oglądając świat, ciekawe wystawy sklepów. Lubię przysiąść na ławce z książką i myśleć o tym, że cudownym uczuciem jest żyć zgodnie ze swoim czasem.
Nie boję się upływu czasu, czasami zaskakuje mnie jak niespodziewany gość, że już, teraz, tak późno, tak szybko.  Przewidywalność upływu pór roku mnie uspokaja.
Zima to czas kiedy do mojej Babci przychodziły kobiety ze wsi drzeć pierze. Rozpalony do czerwoności piec wprowadzał mnie w senny nastrój, ludowe przyśpiewki i miękkie worki pełne pierza sprawiały, że trwanie w tym półśnie było wyjątkowym przeżyciem.
Wiosna to dotyk topniejącego śniegu. Wybierałam się na pobliskie łąki narwać bazi w oczekiwaniu na święto Zmartwychwstania.
Lato to ciepłe słońce i wiatr pachnący owocami. Z letnich wycieczek wracało się z naręczem polnych kwiatów.
Jesień to zapach ziemi i ziemniaków palonych w ognisku.
Taki czas znam najlepiej i tego mi tutaj gdzie obecnie jestem najbardziej brakuje. Upływ czasu nie boli kiedy patrzę na spadające liście i wiem, że za rok zobaczę to samo. Jak piosenką brzmią we mnie słowa.. każda rzecz ma swój czas...czas rodzenia i czas umierania. Nieuchronność losu człowieka przestaje być tak dramatyczna kiedy widzę jak świat odradza się na nowo każdej wiosny i znów mogę wybrać się do sadu narwać wiśni a zapach jaśminu dociera do mnie kiedy wracam ze spaceru.
Jedyne czego się lękam to tego czy ten mój czas dobrze wykorzystam. Ale to temat na zupełnie inną opowieść.


W ramach wspomnień o tym co już minęło i refleksji o tym co jawi się na horyzoncie powstał zegar. Jakże misterny mechanizm odmierzający nasze dni! U mnie ubrany w bukiet kwiatów, mocno pocieniowanych (oj, bałam się tego cieniowania), spękany preparatami Heritage, wypełniony pastą do spękań.


"Żyje się chwila, a czas jest tylko przezroczystą perłą wypełnioną oddechem" - H.Poświatowska







Read More