7 listopada 2013

Simple pleasures i Holly Hobbie


Zniknęłam z blogowego świata na długo, mam nadzieję, że nie zapomnieliście o mnie zupełnie :)
Zniknęłam nie do końca z własnej woli, po drodze różne perturbacje życiowo-zawodowo-zdrowotne miały miejsce. W głowie trwała prawdziwa bitwa myśli, wahania, poczucie, że ogólnie nic nie wiadomo itd. Poukładało się tak jak chciałam od dawna tylko odwagi nie miałam. Poukładało się tak, że od teraz będę się już tylko zajmowała sklepem i decoupagem i to będzie moje jedyne życie zawodowe. Mam nadzieję, że udane :)

Na początek odkrywam proste przyjemności na które do tej pory nie miałam czasu. Weekend spędziłam na wsi, która przywitała mnie słoneczną jesienią. Suszyły się plasterki pigwy idealne na zimowe wieczory. Świeżo zerwane owoce kusiły kolorami i nieregularnymi kształtami. Przywiozłam je ze sobą do Warszawy i wieczorami delektuję się pyszną herbatką z pigwą. Niespiesznie. 
Przyjemnością jest poranna kawa - ponownie bez pośpiechu, bez stresu, bez poczucie, że nigdy nie dogonię czasu.  
Przyjemnością jest upieczenie dyniowego ciasta bez zarywania nocy, bez stresu, że powinnam w tym czasie robić coś innego.
Przyjemnością jest poczucie, że ma się dla siebie nie tylko weekend, że wreszcie można robić to co się lubi w co się wierzy. 

Zaczęłam planować układanie sobie spraw i rzeczywistości. Przeglądam sterty papierów, upychane do tej pory w szafie "do przejrzenia w wolnym czasie". Posadziłam cebulki hiacyntów, szafirków i tulipanów. Oczywiście już myślę o przemeblowaniu mieszkania. Spoglądam na staruteńkie drzwi, które dostałam w prezencie jakiś czas temu i już nie mogę się doczekać aż wreszcie się wyklaruje jak chcę je ozdobić. 
Prasuję pościel wdychając piękny zapach krochmalonej bawełny. Przychodzi do mnie w myślach Mama pochylona nad deską do prasowania i ja na krześle obok - czas tylko dla nas. 
 Nastawiłam nalewkę bożonarodzeniową, krojąc pomarańczę w plastry przypomniałam sobie zapach o którym dawno zapomniałam, zapach wybijający odliczanie do Świąt. Pieczołowicie obierana i krojona skórka pomarańczowa, zamknięta później w słoiczku z cukrem, czekająca na świąteczne pieczenie ciast. Jak daleko od tego odeszłam sama nie wiedząc kiedy...Chciałabym móc ponownie spotkać się z sobą z dawniejszych czasów, mam nadzieję, że jeszcze gdzieś we mnie jest....

Tej jesieni zakochałam się w dyni. Nigdy jej nie jadłam jako dziecko. Dopiero niedawno siedząc późno w nocy z Mamą zapytałam ją dlaczego nigdy nie gotowała zupy dyniowej. Dowiedziałam się, że kiedy byli dziećmi i nadchodziła jesień i zima to właśnie dynia i wszelkie jej formy stanowiły podstawę pożywienia całej Rodziny. Efektem tego jest głęboką niechęć mojej Mamy do tych przepięknych pomarańczowych kul :) Może stąd też nadrabiam zaległości dyniowe bardzo intensywnie. Przytaszczyłam z pola ogromniastą dynię i z częsci ugotowałam zupę dyniową - najprostszą i najlepszą, zniknęła w przeciągu kilku minut :)

Porządkuję zdjęcia, wkładam w album, oglądam z łezką wzruszenia. W tym klimacie natrafiłam na grafikę Holly Hobbie - uwielbiam te retro dziewczynki z rudymi włosami i piegami. Ta trzyma aparat i została chyba stworzona do tego żeby znaleźć się na pudełeczku na zdjęcia :)
Pudełko jest duże bo w pierwotnym zamierzeniu była to herbaciarka na 24 przegródki. Przegródki jednak się gdzieś zapodziały, środek pudełeczka okleiłam papierem i zamieszkały w nim zdjęcia.


Musiałam poprzecierać oczywiście i postarzyć. Krawędzie koniecznie chciałam pociągnąć czymś rudym, z braku farby sięgnęłam po pastę Efekt Terakoty Stamperii i już wiem, że jeszcze nie raz skorzystam z niej w ten sposób :)
Dziewczynka oczywiście transferowana :)




ściskam Was mocno, mam nadzieję, że teraz będizemy się częściej spotykać :)

16 komentarzy

  1. Aniu, bardzo się cieszę, że wróciłaś!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana dobrze, że jesteś a Twoje słowa są pełne spokoju i nadziei.

    OdpowiedzUsuń
  3. I ja się cieszę na zapowiedź częstszych spotkań. Poukładane? Super!
    Pudełko śliczne, zachęcająco ta terakota wygląda :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wobec tego ...WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO NA NOWEJ DRODZE ŻYCIA...Pozdrawiam BeA

    OdpowiedzUsuń
  5. Super, że wróciłaś. Co rusz do Ciebie na blog zaglądałam a tu cisza w pewnym momencie pomyślałam że się już wycofałaś z blogowania. Wspaniale, że jesteś.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pięknie powracasz, z ciepłym postem pełnym kolorowych emocji i esencjonalnych wspomnień. :) Cieszę się wraz z Tobą i tym, że masz znów czas na obcowanie ze sobą i tym, że możesz robić to, co lubisz. :) Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobrze, że jesteś , a pudełeczko śliczne !!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Super, ze udalo Ci sie zrezygnowac z pracy i zajac tylko decu! Samych sukcesow i dalszych uroczych prac :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Witaj ! Miło będzie regularnie zaglądać na Twojego bloga. Pudełko piękne :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajnie że wróciłaś, śliczna szkatułka

    OdpowiedzUsuń
  11. Aniu, dobrze zrobiłaś. Skoncentruj się na tym co lubisz. Życie i zdrowie jest tylko jedno...też miałam okazję w tym roku się o tym przekonać....tylko, że aż dwukrotnie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Pozwolisz, że dołączę do podczytujących :) Ja również mam za sobą trudną decyzję i próbuję utrzymania się z działań artystycznych. Życzę powodzenia! A jak masz ochotę, zapraszam do siebie http://szkatulkainspiracji.blogspot.com/ Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. I ja cieszę się, że wróciłaś i mocno trzymam za Ciebie kciuki :-*

    OdpowiedzUsuń
  14. Cieszę się, że wróciłaś :) Będzie to dla mnie inspiracja do zmian we własnym życiu...Ostatnio ciężko mi połączyć pracę zawodową i decoupage tak aby żadne nie ucierpiało...może i u mnie czas na jakieś decyzje :)

    OdpowiedzUsuń